GRY

poniedziałek, 30 maja 2016

Krótko o dzisiejszym dniu :*

Witam moje kruszynki! Dzisiaj króciutka notka bo jestem zmęczona po rowerze. Przyznam się, że wypiłam jedno piwko. Takie pragnienie miałam a kolega miał przy sobie... nie wliczyłam go do bilansu. Jutro dostanę wypłatę z praktyk. Mam zamiar farbę do włosów kupić i poszperać w ciuch landzie jakiejś torebki... Ale to w środę, bo mam wolne :) Bilans jest moim zdaniem w miarę, nie najgorzej! Jedzenie było zdrowe, bez żadnego mięsa :) Tyle co te piwo jedno... ale to okazyjnie. I tak 3/4 tego spaliłam co zjadłam. :) 
To wszystko co chciałam napisać. Tak na szybko bo serio idę w kimę, mamy 23 zaraz :dd a o 6.30 muszę wstać na praktyki. Chcę być wypoczęta, bo tam też jest ostry zapierdol, 8 h robić trzeba i tylko 30 minut przerwy na II śniadanie... 

Bilans: 900 kcal
Spalone: -550 kcal (30 km w 2 godz na rowerze)

Ciepłej nocki motylki )i(





niedziela, 29 maja 2016

Trzymam formę :)

Hejcia:* 
Dzisiaj taki nudny drogę post, bo nic szczególnego się działo. Ćwiczyłam dziś też tak średnio, na dodatek dostałam okresu, waga tylko -0.5 kg. Nadal czekam na osiągnięcie celu 70 kg, a brakuje mi 0.5 kg. Ale możliwe, że waga mi spadnie po okresie... czyli mniej ważę. Dzisiaj byłam na rowerze z koleżanką 12 km przejechałyśmy, z 10 min. na trampolinie poskakałam i poopalałam się na kocu z pół godz. Ogólnie od tej codziennej jazdy na rowerze, strasznie opaliłam się. :o (moim zdaniem). No i ogólnie to czekam niecierpliwie na mojego księcia Kamilka. We wtorek pewnie się spotkamy bo wróci z roboty w końcu :o. Mam nadzieję, że zauważy że znowu trochę schudłam ~ dodatkowo we wtorek biorę kasę z praktyk. Mam zamiar przefarbować swoje krótkie włosy (do ramion) na blond :) Ale taki naturalny, nie jakiś tleniony. ^^ Muszę kupić jeszcze warzywa jakieś, torebkę do sukienki, może coś z kosmetyków popatrzę i strój kąpielowy. ;) Tak korci mnie, żeby za tą wypłatę kupić coś do jedzenia jakiś fast food czy lody. ;d Ale nie wiem... może na weekend? Dla całej rodziny lody zafunduję. Jeszcze pomyślę.  Jest tak gorąco, że się rozpuszczam. Nie da rady tak siedzieć na słońcu. Lepiej cały czas się ruszać (np. rower) wtedy nie odczuwasz tak tego gorąca. Mam okazję iść nad wodę 1 km ode mnie jest kąpielisko... chętnie bym popływała ale nie z taką wagą i z aktualnym wyglądem. Muszę poczekać. Jutro praktyki.... ech :< i wtorek tak samo... ciekawe kiedy wypłaci mi szef. Albo 30 albo 31 :/ Już chciałabym mieć tą kasę w rękach. xD Chyba z tej nudy pójdę na trampolinę na 15-20 minut jeszcze, ale tak umiarkowanie będę ćwiczyć, bez większego wysiłku (bo okres). :d Heh i znowu Kamil ma peszka! Wraca kiedy mam okres ;D Ale to dobrze, nic nie będzie :P :D

Bilans:
- szklanka musu z jabłek 100 kcal
-szczawiowa 100 kcal
-50 g ryżu 170kcal , małe udo z kurczaka pieczone 170 kcal, 60 g serka wiejskiego 60kcal
-mus jabłkowy 80 kcal, jajecznica 160 kcal, kromka chleba 70 kcal, twarożek 15 kcal

Razem : 925 kcal
Waga dziś: 70.5 kg czyli -0.5 kg 
Spalone: ok. -400 kcal





Ładny ten strój ~ *.* 

sobota, 28 maja 2016

Weekend- Idę do przodu!

Hejcia :*
Dzisiaj byłam na zakupach z rodzicami i siostrą młodszą (14lat). Ciuchy wybierałyśmy, bo to stypendium już. Znalazłam śliczną mini czarną (rozm.S) niby dobra, może trochę przyciasna w biuście. Wyglądałam w niej średnio... brzuch mi wystawał ale powiedziałam, że muszę ją mieć! Mam teraz motywację by walczyć dalej o siebie. Mam ją zamiar na Dni Gminy nałożyć (26 czerwca), zaprosiłam Kamila (osoba którą znam 5 miesięcy i planujemy wspólną przyszłość, widujemy się 1 na 2-3 tyg, bo pracuje zagranicą). Do tej sukienki wybrałam czarne buty z siateczką na koturnie zapisane na paseczek. :) Mam zamiar dokupić jeszcze jakąś małą torebkę i biżuterię (bransoletka, pierścionek) ale to już za swoją kasę z praktyk. :) Mam zamiar błyszczeć w tą cudowną noc i być oczkiem w głowie dla Kamila ;) Chcę mu pokazać jak się zmieniam. Ale wróćmy do zakupów. Znalazłam sportowy szaro-różowy podkoszulek, do którego nie trzeba nakładać stanika i legginsy czarne z różowymi wstawkami po bokach łydek. Wzięłam jeszcze jedną sukienkę z materiału (sportowa) z gumką na talii i sznurkiem, do tego wzięłam wsuwane tenisówki czarne ze wzorem a'la skóra węża, no i kupiłam oczywiście bieliznę :) Specjalnie na ten wieczór. Ma być magicznie. Mam nadzieję, że Kamil przyjedzie w ten dzień i będzie miał czas:( Bo mówił, że postara się... Ale nie wiem jak to będzie.
Jutro mam ważenie, boję się że przez te obżeranie się przytyłam :(( Dzisiaj postarałam się dać z siebie wszystko! Mam zamiar o 19 iść na rower 12 km zrobić jeszcze/ albo 30 min. na trampolinie.

Bilans: ok. 800 kalorii (zaokrąglam)
Spalone: jazda na rowerze 20km w godz. -570 kcal




piątek, 27 maja 2016

Tak mało czasu, tak dużo kg...

Witajcie.
Długo mnie nie było.Wiem. Po prostu było mi wstyd się przyznać do tego że zawaliłam dietę. Ale wnioskuję, że to mogło być spowodowane zbliżającym się okresem. Moje bilanse wynosiły od 1500-1800 kalorii.Tak było przez 3dni. Dzisiaj trochę lepiej. Dużo ćwiczyłam. Dowiedziałam się że 27 czerwca odbędzie się impreza w Gminie. Będzie grał Czadoman. Typowe disco polo... Ale będzie ponad 1tys. ludzi. A do tego czasu chce schudnąć i ładnie się prezentować. Boję się że waga stanie lub wróci do 75 znowu:( Gdy myślę o tym to mam chęć nie przestawać ćwiczyć tak żeby cały tłuszcz wyszedł ze mnie!! :( Nie mam ochoty nawet na picie piwa ze znajomymi... Bo myśli mam takie że gdy będę piła to nie będzie konca i będę wyglądać jak moja znajoma co na to mnie zaprosiła jutro... Nie chce nigdzie jechać i pić. Wolę pilnować diety i poświęcić czas na ćwiczenia żeby cały czas kg leciały. Żeby cały czas iść do przodu i nie przestawać. Do moich urodzin zostało 41 dni. Czyli tylko 6 tyg. Minimalnie schudnę ok.4-6 kg. Czyli niby mój cel będzie osiągnięty (67-65kg) . Nie wiem czy ważąc tyle będę widziała różnice. Boję się też tego że będę chciała coraz więcej. I nigdy nie będę szczęśliwa. 😢😡 Nigdy siebie nie zaakceptuje.
Bilans: 1150-1200kcal.
Spalone: -465 kcal (45 min ćwiczeń na trampolinie, 12 km w godz na rowerze).



wtorek, 24 maja 2016

Ciężki dzień.

Hejcia moje słoneczka.
Dzisiaj znów miałam praktyki. Przyszłam z 30 minutowym opóznieniem dostałam na wstęp opierdol od szefa:) 1. zostajesz do 16:30 w pracy (zamiast do 16), nie sęp od klientów fajek, bo już 2 razy słyszałem o takich rzeczach, a tego nie będę tolerował. Bla bla bla. Czasem mam dość tego już, chciałabym chodzić na samą jakąś uczelnie, odrabiać lekcje i reszte dnia mieć dla siebie. A tak nie mam teraz, po praktykach jestem cała upaćkana w smarach samochodowych... smierdze, musze sie kapac, i jestem tak zmeczona jakbym pol dnia musiala wozic worki z cementem. !
Bilans przez to wszystko nie jest najlepszy, chodzilam glodna na praktykach a staralam sie malo zjesc. Ogolnie dzien mi minął szybko. Po praktykach wpadłam z wielkim apetytem do kuchni. Na szczęście miałam zaplanowany sobie "posiłek". Poddusiłam udko bez skóry i tego mięsa od takiej "dziwnej" kości (w kawałkach z przyprawami) na patelni, 50gram ryżu i pomidor z jogurtem greckim. Ogólnie wam napiszę poniżej mój bilans.

Śniadanie 7:00- kromka chleba słonecznikowego 200 kcal, 2 łyżeczki serka wiejskiego 20 kcal, warzywa ok.15 kcal

II śniadanie 11:00- kawa 40, bułka kajzerka 180 kcal, 2 łyżeczki serka wiejskiego 20 kcal, warzywa ok. 15 kcal
Obiad 17:30- popcorn ok.60 gram 200 kcal, ryż 175 kcal, kurczak 140 kcal, pomidory z jogurtem naturalnym ok.40 kcal, 4 kopytka 100 kcal

Razem: ok. 1150 kalorii

Godzina na trampolinie -250 kalorii

Jutro postaram się zejść do 800 kcal i się tego trzymać :) Poza tym chyba pomału przekonuję się do zostania wege. Dzisiaj obejrzałam jeden z filmów... który wzbudził we mnie gniew i strach.






poniedziałek, 23 maja 2016

Wiem teraz, że to D. kocham, bilans.

Witam moje maleństwa.
Dzisiaj chcę wrócić do tematu z ostatniej notki. Zacznę od samego początku bo tak będzie najlepiej...
Wybaczyłam dla P. I zgodziłam się z nim spotkać. O 16.20 (parę) miałam pociąg do miasta.Czekał już na mnie przed pkp. Podeszłam do niego przywitać się. Poszliśmy pod stary budynek obok pkp. Usiedliśmy na murku. Zaczął mnie przepraszać i w ogóle mówić, że na prawdę mnie kocha i planuje już wynająć stancję byśmy razem zamieszkali. Moje pierwsze uczucia gdy to powiedział były takie: zdenerwowanie, znudzenie, smutek. A już mówię dlaczego tak się czułam... Po pierwsze, Zdenerwowanie. Dlaczego? Bo irytowały mnie jego plany, nie chciałam tego! Znudzenie? Dość miałam słuchać tego jak mi wyznaje miłość. Smutek? Bo zrozumiałam, że go nie kocham i jednak nie chcę z nim być. Opowiem co było dalej...
Te wszystkie emocje nasiliły się, gdy zadzwonił do mnie dawno nie widziany "przyjaciel"- D., 3 tygodnie się nie widzieliśmy, od ostatniego spotkania zdążyłam zapomnieć i znowu wrócić do "normalnej" Siebie tzn. Ja, która się nie przejmuje i jest imprezowiczką. Zadzwonił on... pierwsze jego słowa?- Z kim tam jesteś? Moja pierwsza myśl i uczucie- Strach (miałam wtedy przyspieszone bicie, dobrze że P. nie wyczuł tego a przytulał się do piersi. A pierwsza myśl była taka: Co mam mu powiedzieć? I powiedziałam prawdę "Jestem z chłopakiem" On na to "co takiego?" ja "no jestem z chłopakiem". On "O w końcu go poznam"... Zamurowała mnie ta odpowiedz. Bo z D. miałam dużo spędzonych chwil, dużo rozmów, uczucie nas łączyło i łączy do tej pory (ale to potem opiszę o co kaman). Ale nie możemy być razem z D., on ma 2 dzieci mieszka "przymusowo" z dziewczyną, z którą praktycznie mija się w domu... nawet śpią oddzielnie. Jest ode mnie starszy o 8lat, ale ja na prawdę tego nie widzę! Nie wygląda na tyle, na maks 22. Ale wróćmy do tematu... Kolejne jego słowa były takie "Będę z Klakierem i Łukaszem" (bracia). Ja na to, że "ok spoko". P. nie chciał iść, był zazdrosny. Mówił, że wolałby ze mną posiedzieć tylko, i iść na spacer (wiadomo w jakich celach). Ale go wyciągnęłam. Klakier zna się z P. podali sobie rękę, ja przytulałam się na powitanie z Klakierem i z D. (tak mi głupio było z P. przychodzic). Pogadaliśmy wszyscy, D. usiadł dalej na schodkach na tel siedział. Gdy stał na wprost mnie uśmiechnął się do mnie (bo zobaczył mnie w okularach ;)). W końcu musiał nadejść ten czas, że musieli jechać. Moje kolejne uczucie- Złość!!! I głęboki żal. Dlaczego? Bo musiałam zostać z P. jeszcze z 30 min, i czekać na pociąg. A głęboki żal, bo nie mogłam jechać z nimi , czułam takie ciężkie łańcuchy które mnie trzymały i ciągnęły w tył zwrot... :( Ale w końcu nadjechał pociąg i wsiadłam do wagonu. Jadąc już miałam okropne myśli, depresja przejęła mój umysł. Napisałam esa do D.: "MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE JESTEŚ ZŁY?" , "NADAL COŚ CZUJĘ DO CIEBIE, TĘSKNIE ZA TOBĄ. CHCĘ CIĘ PRZYTULIĆ. JA JEGO NIE KOCHAM. CHCĘ CIEBIE". Sms od niego: "KIEDY CHCESZ SIĘ SPOTKAĆ? DZIŚ?" JA NA TO" TAK CHCĘ DZISIAJ. ALE TY PEWNIE NIE MASZ ZA DUŻO PALIWA, I NIE PRZYJEDZIESZ DO MNIE..." (mieszka 30 km ode mnie). On "NO KASA MI SIE JUZ KONCZY." Myślałam tak czy sama nie wpaść na stopa na miasto , i z powrotem też... aby tylko móc się z nim po tak długiej rozłące zobaczyć. Ale pomyślałam, że już za pózno (było po 20). I Tak zaczęłam mu pisać, że mam doła, że przykro mi jest. Że chyba kocham, że chciałabym go znów zobaczyć. Po czym poszłam spać. Miałam piękny sen... z NIM! <3 zapamiętam go do końca życia ! :* Śniło mi się, że byłam przetrzymywana na podwórku przez jakichś 3 gości. Próbowałam uciec, ale w bramce stanął jeden z nich. Poprosiłam by dał mi chociaż do osoby 1 zadzwonić (oczywiście do D.). W tel usłyszałam sekretarkę automat. która mówiła, że właściciel tego numeru został zatrzymany bo spowodował wypadek". Wtedy o mało nie zaczęłam płakać... Kolejno pojawiłam się na jakimś innym podwórku. Byłam Ja, D:* i jego koledzy. W tle grała muzyka disco polo, było to upalne lato i miałam długie rozpuszczone włosy! (miałam kiedyś takie). W śnie mówiłam, mu że cieszę się, że On żyje i go przytuliłam. Zaczęliśmy się całować. W śnie wynikało, że Ci koledzy zapłacili kaucję za niego. Tak się cieszyłam...
Obudziłam się po tym wszystkim szybko ubrałam się zjadłam serek wiejski i myk na pociąg. Nagle dostałam esa od D ! :D Napisał, czy będę na mieście. Zadzwoniłam do niego, wytłumaczyłam, że mam praktyki i nie zwolnię się. Na praktykach przesiedziałam do 16. Dostałam esa kolejnego od D. "o 17 będę ogarnij mi się gdzieś po praktykach Niunia".Kolejny es od niego "Idę się kąpać dobrze mi się tam szykuj bo mam taką chcicę na gabi (cipka xd) ze lepiej nie bede mówił". Oczywiście moja 1 myśl i tak nic nie będzie :) Bo nie mam zamiaru tak na dzień dobry uprawiać z nim seks. Chciałam go zobaczyć i móc spędzić z nim czas. Czekałam na murku obok pkp (wtedy napisałam esy do P. że nie kocham go jednak i nie chce byc w związku). Przyjechał D. (tak się cykałam, bo byłam totalnie bez make-upu.) Ale było dobrze, nadal mu sie podobałam. Pojechaliśmy na łąkę nie daleko lasu. Dowiedziałam się od niego, że troche jest o mnie zazdrosny i pytał czy podczas 3 tyg. przerwy w naszych spotkaniach miałam seks z innym. Odpowiedziałam, mu że Tak. (bałam się tej odpowiedzi). Wyjawił mi, że nie wie czemu ale zawstydza się przy mnie. Ja mu odparłam to samo. (bo to prawda. nie potrafię mu spojrzeć w oczy, ma takie piękne zielone). W końcu trochę się przełamałam- pomyślałam: kurde! tyle się znamy. A boję sie go dotknąć! Przecież on chce tego. Przytuliłam go, objął mnie jedną ręką (siedział na otwartym bagażniku od auta). Ale czułam lęk przed pocałowaniem go, a wcześniej nie sprawiało mi to problemu. Może dlatego, że tak mocnego uczucia jeszcze do niego nie pajałam? Opowiedział mi, że przez wczorajsze esy i wyznania, miał juz zamiar przyjechać, ale napisałam wtedy, że idę spać. Tak bardzo go kocham, jest wstanie mi się poświęcić, broni mnie i pomaga. :) Uwielbiam jego charakter, jest stanowczy, poważny (czasem umie zażartować:wtedy ma taki słodki uśmiech i oczy).- To jest typ, którego kocham. A P.- był za dziecinny. To nie dla mnie... 
D. wstydzi się mówic o uczuciach, a jak mówi, to szczerze. Słodko zdrabnia moje imię;) Miśka, Misia. :) Kocham go w całości. Ale ten jeden kłopot- Dzieci, kobieta... Choć kiedyś wspominał mi o tym co by było jakbyśmy byli razem? Czy chciałabym.
Tak stojąc nad nim zaczęłam kokietować bioderkami (miałam krótkie spodenki i odkryty brzuch) przytulałam go. Zaproponował mi, żeby iść się pokochać. Zaczęłam się wymigiwać, odmówiłam. (po prostu wiem, że w takim stanie jakim był ( po zwale- po rysowaniu) nie drgnął by mu tam... Po drugie powiedziałam mu, że nie chce by każde spotkanie tym się kończyło , że seks nie jest najważniejszy. W samochodzie powiedział mi 1 rzecz, która mnie dobiła :"Narobiłaś mi ochoty, (ćos tam ze to specjalnie robię mu), i czy nie mozemy zostac ZNAJOMYMI? (!!!!)" - Ał. to zabolało w chuj. - Odpowiedziałam oczywiście z kamienną twarzą, że możemy. Choć w sercu czułam kłucie i zwolnione bicie serca.... Po dłużej chwili powiedział "Miśka masz rację, seks nie jest najważniejszy"... Gdy tak patrzyłam się w oddal przez okno, miałam różne myśli. W końcu D. powedział "już znowu humor straciłaś? Przepraszam, nie bierz tego do siebie". Podwiózł mnie pod pkp. I dodał tyle, że spiszemy się do następnego spotkania (a będzie ono za tydzień jakiś, kiedy hajs wezmę i dorzucę mu na wahę, to po świrujemy trochę, moze porysujemy razem). 
I DOTARŁO TO W KOŃCU DO MNIE, ŻE NIE MOGĘ BEZ NIEGO ŻYĆ! ZA KAŻDYM RAZEM GDY PRÓBUJE ZAKOŃCZYĆ NASZĄ ZNAJOMOŚĆ BO MNIE BOLI , ŻE RZADKO MA DLA MNIE CZAS I WGL, ZNOWU CIĄGNIE MNIE DO NIEGO... NWM. MOŻE JESTEŚMY SOBIE PRZEZNACZENI.... :( <3

Wczorajszy bilans: ZAWALIŁAM- koło 1800 kcal (depresje miałam)
Dzisiejszy bilans: 780-800 kcal. :)






niedziela, 22 maja 2016

Sobotni bilans + ważenie

Witam Was kruszynki :)
Wczoraj miałam ciężki dzień. Mój (już) były chłopak, rujnuje mi psychikę. Uważa, że go zdradzam, że jestem tak śliczna, że na pewno każdy do mnie zarywa i on nie pozwoli na to, że chce mnie chronić. Codziennie pisał mi miłe słówka, a gdy nastał wieczór zaczął wypisywać, że na pewno jestem u jakiegoś typka, że poszłam się z nim spotkać, że jestem pijana. Nie wierzył mi, że jestem w domu, dałam mu ojca do telefonu- to mówił, że to jakiś jeden z kolegów. To wszystko mnie przerosło. Tak było już od paru dni, ale nie chciałam mieszać tych spraw tutaj. Ale w końcu pomyślałam, że napiszę Wam jak to wszystko wygląda, że nie jest tak kolorowo jak by się mogło wydawać. Moja mama stwierdziła, że on jest obsesyjnie zazdrosny. I ja też tak uważam. Ciągła zmiana humorów, obiecuje, że nie będzie tak na mnie najeżdżał po czym znowu to robi. Wczoraj po północy jakoś, napisałam mu że to mój ostatni es, że to koniec i że będzie żałował napisanych słów ( np. wal się, spieprzaj, nie pisz do mnie), po czym gdy zasnęłam, wstałam rano patrzę 3 esemesy. 2 z informacją, że tu kolega P., że P. pojechał do szpitala, że cie nadal kocha itp. To ja się pytam co to za zachowanie? P. ma lat 21, a zachowuje sie jak gówniarz. Wymyśla bajeczki, dla mnie to juz jest nie dość, ze chore to i śmieszne. Mama mnie ostrzegała, żebym uważała bo on zrujnuje mi psychikę. Przez tel, potrafi mi wypomnieć to, że jego kolega widział mnie 1 mies. temu na pks-ie z moją znajomą, że żegnałyśmy 2 kolegów, bo jechali do Warszawy. Mam nadzieję, że zakończę ten epizod już, raz na zawsze. Bo jest takie przysłowie "dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi".- Ja poznałam go, dowiedziałam się do czego jest zdolny i w jaki sposób mnie traktuje. I stwierdzam, że się nie zmieni pomimo obiecanek. Taki typ. Ma uraz po byłej i mnie traktuje/ porównuje do niej. Więc to bez sensu . Wy też tak motylki "zajete" macie? Jak wasz partner się wobec was zachowuje?

Bilans 21.05.2016 (sobota)
700 kcal. :)

~ Waga dziś rano: 71.00 kg ~






piątek, 20 maja 2016

Czuje się inna + Koniec cheat day'u.

Witam Was motylki :)
Dzisiaj, można powiedzieć, że "zawaliłam". W moim bilansie pojawiło się "nie dozwolone jedzienie" tzn. precelki Lajkonik- dwie garście, dwie garście chipsów (najgorsza cholera), 0.5l energetyka, 1/2 szklanki coli ciastko w czekoladzie, krówka, jajeczko czekoladowe. Wiem, poniosło mnie trochę ale podliczyłam wszystko do 'kupy' i bilans mi wyniósł coś koło 2000 kcal. Ale, jestem w miarę spokojna, bo wiem, że część z tego została spalona. Przejechałam z 9 km rowerem w 40 minut. To nie znaczy, że jestem zadowolona, z tego że tyle zjadłam. Mimo tego, że nie czułam głodu, ale chciałam to zjeść. Coś ciągnęło moją rękę w stronę słodkiego. Może organizm po prostu tego potrzebował? (jestem przed okresem).
Ale nie o tym tylko dzisiaj mowa. Chciałam poruszyć jeden temat, który sama dzisiaj przerobiłam/ poczułam te uczucie.
Mianowicie, byłam dzisiaj ze swoją kumpelą z klasy O. i z jej koleżanką P. (dla mnie to bardziej znajoma). Poszłyśmy do centrum handlowego. W trakcie dowiedziałam się, że P. ma zamiar kupić prezent dla mamy, z okazji zbliżającego się święta 26 maj Dzień Matki. Sądziłam, że kupi jakąś małą tradycyjną rzecz; książkę, poduszkę, kubek itp. Ja osobiście nie kupiłabym takiej rzeczy bo nie przebierając w słowa, po prostu mnie nie stać! A dla niej 100 zł na perfumy to nie jest wydatek, 150 zł na jakiś wisiorek dla mamy też nie. Najlepszy był fakt, że moja O. powiedziała do mnie jak stałyśmy już przy kasie: "No, Ty też byś mogła taki wisiorek dla swojej mamy kupić". Ja od razu wyrzuciłam z siebie słowa: "A skąd mam wziąć na to pieniądze?" - 1 myśl nie zarabiam przecież. A z praktyk dostaje 140 zł , z czego i tak 30 na bilet podmiejski, 12 wisze dla rodziców, wzięłam już 10 złotych zaliczki, zostaje mi całe g***. :) Ja nie mam tak jak O. ona dostaje +250 zł alimentów, jest jedynaczką, mama dorzuci jej parę groszy, 140 z praktyk... :) I dlatego, za każdym razem jak idziemy do sklepów z odzieżą/kosmetykami/biżuterią czuję się jak taki śmieć. Jak bym była dzieckiem ze slumsów, z Afryki wprost... Że jestem beznadziejna, nic nie mam. Nie umiem się ubrać, nie noszę biżuterii, ani jakichś tipsów, nie chodzę do kosmetyczki tak jak one. Tak trochę, czuje się mniej kobieco niż one... nigdy praktycznie nie mam przy sobie jakichś "maniaków" (drobnych), a one przykładowo wczoraj poszły na pizze, ja sama siedziałam w szkole.

A co wy myślicie o tym? Do której grupy należycie? Dbacie tak o swój wygląd jak one?
Powodzenia chudziny w diecie ~ ja od jutra już znowu powracam do dietowania, zero jakichkolwiek wybryków maks 700 kcal ! :)







czwartek, 19 maja 2016

Mała słodycz.

Witam słonka :*
Dzisiaj pogoda tak sprzyjała, było ponad 20 stopni na dworze. Słońce grzało mi czarny sweter:) Dzisiaj miałam 7 lekcji, byłam na 6ściu ;D Pisaliśmy test z angola, na 4 kartki ;) myślę, że minimum 3 będzie. Oceniam siebie  krytycznie pod każdym względem. Taka już jestem. Potrafię 2 godziny malować się by wszystko było idealnie, chociaż na 2 godzinne wyjście do znajomych. U mnie musi być perfect. Tak samo teraz z dietą. Weszłam ponownie do Was, do rodziny:* i pilnuję się bacznie:) ! Pomimo tytułu posta, nie poszło zle nie martwcie się kruszynki. Może, powiem tyle co zle, że "deserowy wybryk" był pózno skonsumowany bo o 21.30. Ale patrząc z drugiej strony pojechałam z koleżanką na rowery do sklepu, 4km w jedna strone i z powrotem 4 km. Czyli dzisiaj zaliczyłam 8 km na rowerze + na bierzni (na wf) przebiegłam 0.5km i spaliłam prawie 60 kcal. ;) Po lekcjach spotkałam się dziś ze swoim. I mam wrażenie, że zaczynam go na prawdę lubić... czuć coś miłego. :) Zawsze mnie rozśmiesza. I podobają mi sie jego kości biodrowe *.* mniam mniam. Dodam, że ! Fakt mnie zdziwił. Jest szczupły i wgl, same kości na ości a pytona to on ma hah :D. Ma się czym chłopak pochwalić przy kolegach xD tak powiem. (wyjde na dziwaczke :D). Choć dodam również, iż P. zaczął się interesować tym jak to robię, że tak chudnę. Bo opowiedziałam mu, że będąc wcześniej na "diecie" schudłam 6 kg w 3 tygodnie. A ja mu powiedziałam wprost, jadłam mało i dużo się ruszałam w szczególności biegałam. :) Nic nie powiedział, nie sprzeciwiał się temu co robię i jak to robię. On nawet nie wie o Naszym istnieniu, o ruchu Pro Ana. I bardzo dobrze, bo wtedy by mnie tuczył. A ja już tak nie chcę. Mając kontrolę, wiem że mam jakieś cele w życiu. :) Lubię mieć coś ustalone, i codziennie spełniać kolejne podpunkty. Nie nudzę się w życiu :) heh.

Bilans:
Śniadanie 7:30 - 2 kromki chleba 140 kcal, masło 70 kcal, 2 plastry sera żółtego 120 kcal, 1/2 pomidora ok 15 kcal, 1 ogórek kiszony 10 kcal
II śniadanie 11:00- jabłko 50 kcal
Podwieczorek 20.00- jajecznica z 2 jajek ok. 160 kcal, 1/2 cebuli 15kcal, 1 pomidor w śmietanie z pieprzem. ok 90 kcal
Kolacja/ przekąska 21.30: miseczka popcornu ok.100 kcal, 1.5 lodu świderek 230 kcal 

Razem: ok. 1100 kcal

Powodzenia Wszystkim motylkom aby nasze cele się spełniły :*





środa, 18 maja 2016

Zagmatwany dzień + rower

Witam malutkie :*
Kolejny dzień diety udany. :) Pomijając 3 łyczki piwa ;d Ale rowerkiem wszystko spalone. Przejechałam z koleżanką z 11 km. Było super. :) Lubię jazdę na rowerze <3 Ogólnie dzisiaj miałam 7 lekcji, i na 4 miałam testy. W sumie cieszę się, bo nie mam ocen a tak będę miała zaliczone:). Dzisiaj 2 kolegów z mojej klasy pili piwo szybko żeby nie było przypału i jeden z nich chciał kanapkę to mu oddałam. Drugą wręczyłam koledze z ławki po drugiej stronie sali. I było git. Zjadłam tylko średnie jabłko a następnie miałam obiad w domu o 17.30 ;D, sama go zrobiłam taki jak chciałam :) Dzisiaj nie spotkałam się ze swoim, poszłam na spotkanie z kolegą z którym parę miesięcy piszę i w końcu się zobaczyliśmy w rl. Było tako, nie był jakiś za bardzo gadatliwy, to było krępujące musiałam udawać. Jakieś żarty, śmieszki i wgl. W dodatku dolewał oliwy do ognia, robił mi na złość (zna osobę z którą kiedys się pocałowałam i mi teraz wypomina, że go zapyta co się działo...). Żałosne. Ma tyle lat co ja, a zachowuje się niepoważnie. W dodatku nie rozumiem go wcale.

Bilans:
Śniadanie 7.00- 2 kromki chleba, masło, 2 plasterki seropodobny, 4 listki sałaty, pół pomidora, 2 ogórki kiszone, pół szklanki herbaty z cukrem
II śniadanie 11:00- jabłko średnie
Obiad 17.30- średni kotlecik ziemniaczany, 1 pomidor, 2 ogórki kiszone, mus jabłkowy 200ml

Razem: ok. 700 kcal :)

Ciepłej nocki kruszynki <3





wtorek, 17 maja 2016

Potrafię.

Witajcie moje malutkie }i{.
Dzisiaj miałam kolejny dzień praktyk (jutro szkoła :/). Dzień mi zleciał szybko, spotkałam się z Miśkiem i narobiłam mu wielkiej ochoty i mu odmówiłam hehe :D Tak na złość chciałam mu to zrobić, żeby pośmiać się z tej sytuacji ^^ :* Siedziałam mu na kolanach i delikatnie poruszałam sie w przód i w tył łapiąc kosmyki włosów i puszczając mu oczka :P Heh, błagał mnie bym przestała lub bym dała się skusić pójść na spacer:) Ale powiedziałam, że nie i koniec ;D miałam za niedługo pociąg, poza tym nie byłam jakoś rozpalona xD nie miałam większej ochoty. Myślałam tylko o Tym, jak bardzo widać mi brzuch w obcisłej bluzce siedząc wciągałam go xD beka. Ech, czemu te odchudzanie nie przychodzi tak szybko jak tycie? Ale nie poddam się. Nie będę patrzeć na siebie tylko będę z każdym dniem szła do przodu a na efekty poczekam do lata i wtedy spojrzę 1 raz w lustro :* . Mam nadzieję, że waga mnie nie zawiedzie chcę minimum 66 kg . Wtedy (nie będę chudzinka to proste) ale będę w miarę 'przeciętna' czyli nie najchudsza, ale też i nie gruba. Irytuje mnie fakt, że mój własny chłopak jest ode mnie milion razy chudszy. Płaski brzuch, wystające kości biodrowe, lekko zarysowane obojczyki, chude długie nogi i takie maleńkie ma dłonie, a jest wysoki i typowy dres. :D A ręce ma lepsze od nie jednej kobiety. Po prostu nie robi przy ciężkiej pracy, aktualnie bezrobocie. -.- Ale szuka. Starałam się dzisiaj jeść w miarę jak normalny człowiek. Po bilansie można stwierdzić, że mało tego nie było, lecz jak widzicie kaloryczność jest w miarę okej:* jak na motylka. Mogło być lepiej, tak pomyślałam dopiero, że 1 kanapka mniej i by było -160 kcal jeszcze, czyli 693 ! Było by bardzo spoko. A tak oceniam dzisiejszy dzień diety 4/5 gwiazdek w skali Motylkowej. :) 

~ Bilans ~
Śniadanie 7:00 2 jajka smażone na łyżce oleju, pół pomidora, kromka chleba z masłem 
II śniadanie/obiad 11.00 kawa z 2 łyżeczkami cukru, 2 kromki chleba, masło, 2 plasterki sera
Kolacja 20:30 talarki ziemniaczane pół małego talerzyka, 2 ogórki kiszone

Razem: ok. 853 kcal
A teraz czas na najlepszą część (według mnie) Thinspo :* 









poniedziałek, 16 maja 2016

Naprawie popełnione błędy.

Witajcie kochane ;)
Wczoraj wstydziłam się napisać notkę.Na początku było dobrze 1200 kcal  i już miałam zamiar napisać Wam to, gdy cała rodzina wyszła na dwór, a 1m ode mnie stał stół z tacką ciasta i ciastek i zapach z kuchni knedli z soczewicą (takie duże pyzy w kształcie ziemniaka z soczewicą)i gołąbków. Więc tak, zjadłam gołąbka, 2 knedle ze 3 kawałki ciasta i z 7 sztuk ciastek kruchych. I załamka... bilans wyniósł z 1500-1600 kcal i już wstyd się chwalić bo nie ma czym ;) Ale obiecałam sobie, że ukaram swoje łakomstwo i następnego dnia (czyli dzisiaj) nie zjem żadnego świństwa (ziemniaki, mięso, jakieś inne potrawy). Przez cały dzień zjadłam kromkę chleba z masłem i plastrem sera, sok z jabłek (robiony w sokowirówce) i mus z jabłek (blender). Bilans wyniósł coś koło 500 przeczuwam, żeby nie skłamać. :* Ćwiczenia jakie dziś wykonałam to nw czy seks można zaliczyć ha ha :p bo to mój chłopak się ruszał nie ja xd i tyle co 8 h na praktykach przy autach spędziłam. :) Więc tak dzisiejszy mój dzień wyglądał. Wróciłam do domu na 19.30. Od razu pierwszy obraz jaki rzucił mi się w oczy patelnia z moimi kopytkami podsmażane (mama mi obiad zostawiła). Omg, powstrzymałam się na szczęście, bo jak spojrzałam w patelnie to stwierdziłam, że szkoda na to mojego wyglądu na jakieś kopytka... najem się jak świnia a potem położę się brzuchem do góry. O nie! Pójdę spać, z myślą że mam pusty żołądek czysty umysł jestem lekka :) :* Jeszcze tylko gorąca herbata bez cukru na noc i luli pa:) 

Bilans:
Śniadanie o 11:00- średnia kromka chleba 70kcal, masło 30 kcal, plaster seropodobny 60 kcal, kawa z cukrem 40 kcal, sok z jabłek 200 ml 100 kcal.
kolacja o 19.30- mus z jabłek 200ml 100 kcal, jabłko 50 kcal

razem: 450 kcal :*







 

sobota, 14 maja 2016

Sobota na spokojnie.

Witam:*
Wstałam dziś koło 8.30. Śniadanie zjadłam koło 9-10, a tak w międzyczasie łuskałam ziarka i siedziałam przy komputerze. O 14 miałam obiad i to tyle w sumie co zjadłam przez cały dzień. W liczyć mogę również te ziarka + koło 200 ml piwa "Książ". Musiałam pomóc dla znajomego dopić. -.- Ale palić nie paliłam, choć nie powiem denerwowali mnie. Palili znajomi przy mnie, pomimo że zwracałam im uwagę. Dzisiaj mogę do aktywności fizycznej zaliczyć ok.15-20 minutową jazdę na rowerze (do sklepu ,a potem z kuzynką) i taniec w domu przy muzyce ;D + śpiewa haha. Dzisiejszy bilans, wyszedł w miarę okej. Jest lepszy od dwóch poprzednich tyle powiem :) Jutro zrobię warzenie. I tak myślałam, że jutro bilans maks 1000 kcal zrobię. I więcej warzyw i owoców + jakaś aktywność fizyczna. :) Mam nadzieję, że udało mi się chociaż z 0.5 kg zrzucić...Chociaż wątpię w cuda. Teraz sobie leżę z laptopem na kolanach i herbatkę będę piła bez cukru :) a potem idę spać, bo i tak nie mam już co robić. Blogi wszystkie, które obserwuje przeczytane. I nie wiem co dalej działać. Powstawiam Wam jeszcze motylki thinspo i to tyle na dziś będzie + bilans poniżej umieszczam.

Bilans:
Śniadanie: jajecznica z 2 jajek + przyprawy, 2 kromki chleba zwykłego i masło 20g.
Obiad: średni schabowy, 2 średnie ziemniaki, sałata zielona ze śmietaną
Przekąski: 100 g ziarek, 200 ml piwa.

Razem: ~1300 kcal.












Archiwum bloga