Zacznę od esów.
(...)
"Ja wyjeżdżam rano"
"No to przyjedz teraz chociaż pozegnaj a nie bez slowa uciekasz"
(...)
"To nie zmienia faktu że się ze mną nie chcesz pożegnać, W ogóle Cię nie obchodzę tylko czasami jak coś trzeba."
"No wybacz jak tak odpierdalaz to jak ja mam cię traktowć powiedz. Jak bys byla szczera to by było inaczej."
(...)
"Ja na Ciebie nigdy nie krzyczałem tylko ty robisz tak jak ci starzy powiedzą a moje zdanie masz gdzieś ty powinnaś trzymać moją stronę a na starych mieć wyjebane a tak nie jest jak byś mnie kochała na prawdę to byłoby inaczej."
"Bo ja nie wiem jak jest naprawdę i w co mam wierzyć. Nie chcę sie z nimi kłócić. Cięzko jest mi z tym. Będę bujać w o błokach a pózniej okaze sie co innego. Ja się boje mam doswiadczenie w tym wiem jak jest. Gdybys byl czesciej przyjezdzal tez do moich rodzicow na obiad czy co tam byłoby inaczej (...)"
(...)
"Co ty gadasz sama siebie odpychasz ode mniedziwisz sie ze tak mysle he kaleczyc pic i ty chcesz byc w zwiazku ogarnij sie pierwsze to i ja sie zmienie"
"Bo ty mnie nie doceniasz. Chwile się tobą nacieszę a pozniej znowu cie nie ma i nie ma."
"Bo nie chcesz tego nie potrafisz się starym postawić"
"To naucz mnie"
"A ty w ogóle chcesz chyba nie jesteś na takie poświęcenie gotowa"
"Chcę nawet nie wiesz jak bardzo. Chce stąd uciec juz"
"A nie będzie już żadnych krzywych akcji?"
"Obiecuje"
I to tyle... Co myślicie o jego nastawieniu i o moim?






