GRY

piątek, 20 maja 2016

Czuje się inna + Koniec cheat day'u.

Witam Was motylki :)
Dzisiaj, można powiedzieć, że "zawaliłam". W moim bilansie pojawiło się "nie dozwolone jedzienie" tzn. precelki Lajkonik- dwie garście, dwie garście chipsów (najgorsza cholera), 0.5l energetyka, 1/2 szklanki coli ciastko w czekoladzie, krówka, jajeczko czekoladowe. Wiem, poniosło mnie trochę ale podliczyłam wszystko do 'kupy' i bilans mi wyniósł coś koło 2000 kcal. Ale, jestem w miarę spokojna, bo wiem, że część z tego została spalona. Przejechałam z 9 km rowerem w 40 minut. To nie znaczy, że jestem zadowolona, z tego że tyle zjadłam. Mimo tego, że nie czułam głodu, ale chciałam to zjeść. Coś ciągnęło moją rękę w stronę słodkiego. Może organizm po prostu tego potrzebował? (jestem przed okresem).
Ale nie o tym tylko dzisiaj mowa. Chciałam poruszyć jeden temat, który sama dzisiaj przerobiłam/ poczułam te uczucie.
Mianowicie, byłam dzisiaj ze swoją kumpelą z klasy O. i z jej koleżanką P. (dla mnie to bardziej znajoma). Poszłyśmy do centrum handlowego. W trakcie dowiedziałam się, że P. ma zamiar kupić prezent dla mamy, z okazji zbliżającego się święta 26 maj Dzień Matki. Sądziłam, że kupi jakąś małą tradycyjną rzecz; książkę, poduszkę, kubek itp. Ja osobiście nie kupiłabym takiej rzeczy bo nie przebierając w słowa, po prostu mnie nie stać! A dla niej 100 zł na perfumy to nie jest wydatek, 150 zł na jakiś wisiorek dla mamy też nie. Najlepszy był fakt, że moja O. powiedziała do mnie jak stałyśmy już przy kasie: "No, Ty też byś mogła taki wisiorek dla swojej mamy kupić". Ja od razu wyrzuciłam z siebie słowa: "A skąd mam wziąć na to pieniądze?" - 1 myśl nie zarabiam przecież. A z praktyk dostaje 140 zł , z czego i tak 30 na bilet podmiejski, 12 wisze dla rodziców, wzięłam już 10 złotych zaliczki, zostaje mi całe g***. :) Ja nie mam tak jak O. ona dostaje +250 zł alimentów, jest jedynaczką, mama dorzuci jej parę groszy, 140 z praktyk... :) I dlatego, za każdym razem jak idziemy do sklepów z odzieżą/kosmetykami/biżuterią czuję się jak taki śmieć. Jak bym była dzieckiem ze slumsów, z Afryki wprost... Że jestem beznadziejna, nic nie mam. Nie umiem się ubrać, nie noszę biżuterii, ani jakichś tipsów, nie chodzę do kosmetyczki tak jak one. Tak trochę, czuje się mniej kobieco niż one... nigdy praktycznie nie mam przy sobie jakichś "maniaków" (drobnych), a one przykładowo wczoraj poszły na pizze, ja sama siedziałam w szkole.

A co wy myślicie o tym? Do której grupy należycie? Dbacie tak o swój wygląd jak one?
Powodzenia chudziny w diecie ~ ja od jutra już znowu powracam do dietowania, zero jakichkolwiek wybryków maks 700 kcal ! :)







3 komentarze:

  1. Ja raczej nie jeżdżę na zakupy,tylko korzystam z tego, co mam (2x w roku max), nie to że nie lubię... szkoda czasu i energii, no i w pytke ludzi mnie zobaczy 😥. Nie kupuję też mamie prezentów, bo to przecież i tak jej, i taty pieniądze 😉. Musisz pamiętać, że nie one (pieniądze) świadczą o człowieku, ważne też jest jaka jesteś w środku. Teraz może nie możesz sobie pozwolić na różne przyjemności, ale przecież pracujesz, by w końcu np. chodzić często do kosmetyczki, czy kupić ekstra sukienkę. Głowa do góry! 😀 I nie marudzić mi tu 😝😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykra sytuacja. Są zbyt powierzchowne. Nie przejmuj się, człowieka nie ocenia się po wyglądzie! Należę do tej drugiej grupy, oczywiście nie, że się nie myję xD jestem na "normalnym poziomie". Koniec obżarstwa, pojadłaś. Czekam na bilanse~
    Trzymaj się chudo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej tak. Uwielbiam mieć długie paznokcie, o biżuterii nie wspomnę *-*
    Kochana ja wczoraj też zawaliłam więc jesteśmy we dwie :/

    Trzymaj się

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga