GRY

środa, 8 czerwca 2016

Brak słów ... Płaczę.

Bez przywitania będzie ten post, bo nie mam ochoty na wymuszanie z siebie życzliwości etc.
Mam dość już powtarzania jednej i tej samej bajki o królewnie, która cały czas siedziała w wierzy i nikt nie był wstanie jej pomóc. Ja jestem tą królewną. Okazało się, że Kamil nie jestem tym Księciem, który przyjedzie na białym koniu i zabierze mnie daleko w świat... Z grubsza opowiem Wam w skrócie.
Cytuje jego " Kamil, 24 lata, samochód na spółkę z kolegą, pracuje zagranicą i nie ma czasu na częstsze spotkania, musi pracować na swoją przyszłość. Nie ma dziewczyny, dzieci, mieszka z kolegą na wynajem, numer telefonu ma na spółkę z kolegą, a z konta z którego do mnie pisał to tego jego kolegi." - Dodam iż, znamy się 4 miesiące, od 2 miesięcy częściej się widujemy i  myślimy już o nas "przyszłościowo". Nigdy u mnie w domu nie był, nie zna moich rodziców, oni też nie wiedzą jak on wygląda. Przyjeżdża do mnie zawsze w godz. 21-22 (bo niby prosto z pracy), nigdy nic mi nie kupił: żadnych kwiatów etc., ewent. "masz napij się piwka". Mówi, że stąd mnie zabierze bla bla bla. Ostatnio nie mogłam wytrzymać tej rzeczy, która nurtowała mnie od początku- Nic o Nim nie wiem praktycznie. Zastanawiał mnie fakt, że znajomi na tym koncie na facebooku to są same kobiety w różnym wieku od 14-25...6. Postanowiłam popytać tych dziewczyn jak dobrze znają tego Kamila. 1 z nich twierdziła, że jest bardzo poukładany. nie wyrywa żadnych lasek, natomiast 2 pozostałe dały mi dużo do myślenia...


Załamałam się. Napisałam mu esa żeby to mi wytłumaczył (nie pisałam dosłownie, że jakaż dziewczyna mi na Ciebie nagadała, tylko żeby powiedział mi prawdę o sobie). Nie dostałam odzewu (ale to czasem tak ma ze nie odp) nie wiem co myśleć. Pokochałam go, po tym wszystkim tak mu zaufałam wydawał się być idealny. Miałam wobec dużo planów, miałbyś tym jedynym. Chciałam stąd uciec kiedy skończę 18 lat, żeby mnie zabrał ze sobą, żebym była dla niego dobrą żoną i matką naszych dzieci. Żebyśmy byli szczęśliwi.... Nie wiem nic o nim, taka prawda. Niby pisze do mnie praktycznie codziennie "co misia porabia? Tesknie" itp. Ale nie wiem czy chodzi mu o jedno jak z poprzednimi, czy one to były jednorazówki, a ze mną jednak chce być na prawdę i się zmienił? Mówił mi na początku , że nie szuka bo jest świeżo po rozstaniu , ale z każdym naszym kolejnym spotkaniem zbliżyliśmy się do siebie. Chyba potrzebuję czasu, że ogarnąć tą sytuacje, może to wszystko jeszcze się wyjaśni? Jeśli wyjdzie "szydło z worka"- odpuszczę. Odejdę i na zawsze zapomnę. Nawet jeśli powie mi, że to nie prawda? To skąd mam wiedzieć, że nie kłamie? Tyle bajek opowiadał np. że portfel wraz z dokumentami zostawił na cpnie, i nie chce mu się wyrabiać drugiego prawka" .... dziwne. Nie wiem co robić. Jutro nie idę do szkoły, bo to i tak bezsensu. Olka też nie idzie, będzie z Paulą a mi nie chce się iść z nimi na zakupy, wolę siedzieć w domu. Planuję 4 dniową głodówkę... bo mam depresję, jestem załamana, zawiedziona na tej ważnej mi osobie... A że jutro nie idę do szkoły, to mogę leżeć na łóżku cały dzień i rozmyślać nad tym wszystkim.

Dzisiaj miałbyć 1 dzień diety, 800 kcal. Zjadłam więcej koło 1000 . to i tak w miare dobrze.
Ćwiczenia: 30 min na trampolinie -140 kcal, rower ok. -200 (nie chce mi sie juz dokładnie podliczać).





2 komentarze:

  1. Wiesz, wydaje mi się, że przywiązałaś się tak naprawdę do możliwości wyrwania się stamtąd, a nie do niego (żeby nie było - nie mówię, że to coś złego, ba!, w 100% to rozumiem). Z dziewczynami i ich informacjami jest różnie, ale przy takich sytuacjach jak 'zostawiłem dokumenty' zapala się czerwona lampka.

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę z tym Kamilem to serio podejrzana sprawa...Sama miałabym mętlik w glowie...przemyśl to na spokojnie...Bo w sumie nawet nie wiem co ci doradzić, w ostatnim czasie moja przyjaciółka ma spore problemy z byłym, chociaż już niewiadomo czy to były czy nie...To takie powalone, że już nie mam siłu o tym myślec :/ Mam nadzieję, że wszystko się wyjasni i będzie dobrze :3 No ale to trochę dziwne, że tylko tak się spotykacie...

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga